Wywiad z dyrektor WGS BWA Alicją MłodeckąTygodnik Wałbrzyski - luty 2014 r

TW: Jak doszło do powstania BWA w Wałbrzychu?
AM: Biuro Wystaw Artystycznych jako oddział wrocławskiego BWA, powstało w 1966 roku z inicjatywy wałbrzyskich artystów. Powstanie galerii, zawdzięczamy dość licznej grupie twórców , skupiających się wokół nieformalnego klubu i regularnie spotykających się w EMPiK-u, na Placu Grunwaldzkim.
W tej grupie byli artyści: Barbara Mucha – Brodzińska, Maria Bor, Zbigniew Kobylański, Eugeniusz Kiszczak, Stanisław Olszamowski, Kazimierz Starościak, Andrzej Szeles. Oni wiedzieli, że chcą mieć galerię i że chcą tutaj pokazywać swoje dzieła.
W tym czasie też powstaje oddział BWA w Kłodzku. Galerie te promowały nie tylko środowisko własne, ale prezentowały także prace artystów z całej Polski. Szefowie tych placówek mieli ambicje, żeby Galerie były miejscem prezentacji sztuki aktualnej i dobrej.
Nasze BWA stało się samodzielną placówką w styczniu 1976 roku.
Nawiasem mówiąc, Wałbrzych, jak cały Dolny Śląsk, po II wojnie światowej został pozbawiony ludności rodzimej. Artyści, którzy osiedli w naszym mieście, mieli wyjątkową okazję stworzenia kultury „od nowa”, w oparciu o polskie wzorce kulturowe. Patrząc z perspektywy dziesiątków lat, możemy być dumni z ich działań.
TW: W 2012 roku obchodziła ani trzydziestolecie pracy w BWA. Które wystawy były najważniejszymi wydarzeniami?
AM: Przez ten czas przyczyniłam się do realizacji około 400 wystaw. To bardzo dużo. Galeria przy ul. Sienkiewicza była stosunkowo mała, więc odbywały się tam wystawy zazwyczaj bardzo dobre, ale autorskie. Niewiele było tam ekspozycji prezentujących dorobek kilku, kilkunastu autorów. To było głównie srebro po legnickich konkursach. Niezapomnianą wystawą dla mnie był „Erotyzm w srebrze”. Była to niezwykle piękna ekspozycja i cieszyła się wielkim zainteresowaniem. Prace były i eleganckie, i prowokacyjne. Wystawy poplenerowe szkła artystycznego dla Wałbrzyszan, też były dużym wydarzeniem.
TW: Chlubą kolekcji BWA było szkło artystyczne.
AM: Szkło artystyczne, było naszą domeną. Na terenie województwa wałbrzyskiego, znajdowało się wiele hut szkła z ręczną możliwością realizacji rzeźby na gorąco. Mój poprzednik dzięki bardzo ostrym działaniom profesora Zbigniewa Horbowego, najważniejszego człowieka, jeśli chodzi o projektowanie szkła w Polsce, stworzył plenery finansowane ze środków Ministra Kultury i Sztuki. Kiedy przyszłam do BWA to one już istniały, a ja poprowadziłam 20 plenerów. Przyjeżdżał do nas m. in. profesor Henryk Wilkowski, profesor Ludwik Kiczura. Były to dla mnie niezwykłe chwile. Pracowałam wtedy z ludźmi, od których się uczyłam, którzy pracowali artystycznie, ale byli związani z przemysłem. Spotykałam się z jednymi z najlepszych w Polsce szlifierzami, hutnikami, technologami. Niestety, teraz powyjeżdżali i pracują dla wielkich mistrzów, ponieważ huty upadły. Europejska kultura straciła szansę rozwoju w tym zakresie. Szkło wytwarzane w Chinach sprzedawane jest nawet w galeriach w Murano. To przerażające.
A przecież Wenecja, z hutami w Murano, to stolica szkła europejskiego.
TW: W 1996 roku, decyzją ówczesnego Zarządu Miasta Wałbrzycha, BWA przeniesiono do zamku Książ. Decyzję określano na początku jako kontrowersyjną, ale odbyły się tam niezwykłe wystawy. Które wspomina pani szczególnie?
AM: Ostatnimi czasy, wykorzystując bezwzględnie prestiż perły Dolnego Śląska - zamku Książ, udało się zrobić, być może, najważniejsze wydarzenia w historii galerii. Mam tu na myśli wystawę „Obraz nie ręką ludzką malowany. Ikony Jerzego Nowosielskiego i archetypy”. Była to ostatnia wystawa za życia profesora. Prace na wystawę wypożyczono poza oficjalnym obiegiem galeryjnym, antykwarycznym oraz muzealnym, czyli z kościołów, z cerkwi grekokatolickich i prawosławnych, od prywatnych kolekcjonerów. To było około 100 prac Jerzego Nowosielskiego i ponad 140 ikon sprowadzonych z najważniejszych muzeów ukraińskich. Ta wystawa pokazywała ewolucję malarstwa od XVI do XX wieku, co się bardzo rzadko zdarza. Pokazaliśmy 12 typów ikonograficznych, zgodnie z kalendarzem liturgicznym.
To było wydarzenie absolutnie wyjątkowe, dlatego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programów operacyjnych, przyznało na ekspozycję w Wałbrzychu 250 000 złotych. Wystawa była pokazywana w całej Polsce, potem pojechała do Rumunii. Miała się również znaleźć na Węgrzech, w Grecji, ale zabrakło już na to funduszy.
TW: Na drugim biegunie znajduje się chyba wystawa poświęcona polskiej sztuce lat 80.?
AM: Tak. Bazując na umowie spisanej między BWA Wałbrzych, BWA Jelenia Góra, BWA Wrocław, BWA Legnica, Ośrodkiem Kultury i Sztuki we Wrocławiu, „Odrą” i „Formatem” pokazaliśmy wystawę „Bananowa republika. Polska ekspresja lat 80.”. Była to pierwsza od czasów zburzenia muru berlińskiego, wystawa sztuki politycznie aktywnej. To było mistrzostwo świata! Pracowaliśmy najpierw z panem Stanisławskim, potem z innymi kuratorami, którzy się tego typu sztuką zajmują. Na otwarcie wystawy przyjechała większość twórców, którzy wyrażali się artystycznie w tych działaniach. Niektórzy już teraz z dyplomami profesorskimi. Była Pomarańczowa Alternatywa, Łódź Kaliska, Gruppa. Na konferencję prasową, przyjechała też Pani Anda Rottenberg, dla której szokiem było, że taką wystawę pokazujemy w zamku. Nam było nawet mało tego miejsca, bo większość prac była wielkoformatowa. Potem wystawa jechała przez Poznań, Toruń do Gdańska, do Muzeum Solidarności. Wspólnie z partnerami stworzyliśmy europejską trasę Wystawy. Pojechała do Bukaresztu, do muzeum, które znajduje się w byłym pałacu Ceausescu, co miało dodatkowy wydźwięk. Zawitała także do Budapesztu i Berlina. Było to bardzo duże wydarzenie artystyczne w tych krajach byłego bloku sowieckiego, ważne społecznie i politycznie.
TW: Jak jest dzisiaj postrzegane wałbrzyskie BWA?
AM: Nie jesteśmy galerią nieznaną w Polsce. Irytuję się, gdy ktoś mówi, że jesteśmy galerią prowincjonalną. Bardzo dużo prestiżu zyskaliśmy dzięki wystawom w Książu. Współpracowaliśmy z wielkimi muzeami we Lwowie, Kijowie, Wilnie, Hildesheim. Jeśli ktoś, kto prowadzi galerię sztuki współczesnej, nagle dostępuje zaszczytu, jakim jest możliwość współpracy z najważniejszym polskim muzeum, jakim jest niewątpliwie Zamek Królewski na Wawelu, to znaczy, że się sprawdziliśmy i spełniliśmy wszyscy.
TW: W ubiegłym roku galeria powróciła do Śródmieścia. Jaki jest na nią pomysł?
AM: Galerie realizują cele i plany organizatora. Naszym celem jest stworzenie wałbrzyskiemu środowisku możliwości pokazania się. Równie ważne jest zachęcenie wałbrzyszan do bywania w centrum miasta i ożywienie go. Pan prezydent z wielką mocą to argumentuje, więc będziemy się starać, by pokazać naszych rodzimych artystów. Chcemy dać możliwość zaprezentowania się młodym twórcom oraz tym starszym, którzy nie mieli wystawy indywidualnej, a mają ogromny dorobek. Mam także na myśli projektantów, bo przecież istniał tu ogromny przemysł - tkactwo, porcelana, szkło, który zatrudniał artystów. Chciałabym pokazać również ważne postaci, które urodziły się w Wałbrzychu, ale z niego wyjechały, a odniosły sukces jak np. Ewa Ciepielewska, której wystawę już mamy zaplanowaną czy Miłosz Pobiedziński.
TW: Jakie jest pani największe marzenie związane z wystawą w BWA? Jakiego artystę chciałaby pani sprowadzić do wałbrzyskiej galerii?
AM: Nie powiem na razie, bo to marzenie lada chwile może się spełnić. Będzie to wydarzenie na skalę europejską. Być może nastąpi jeszcze w tym roku albo na początku przyszłego. Wtedy z pewnością wszystkich o tym poinformujemy.
Zapraszamy do odwiedzenia Wałbrzyskiej Galerii Sztuki Biura Wystaw Artystycznych, przy ul. Słowackiego 26. Zapraszamy równie gorąco do zobaczenia naszych prezentacji na i piętrze Zamku Książ.

facebook